Ocena wątku:
  • 15 głosów - średnia: 3.27
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Domy opieki i winy?
#1

Starzeje się nasze społeczeństwo.
Szybko żyjemy, ciągle w biegu, z ciągłym niedosytem czasu na wszystko. I przychodzi taki moment zadania sobie pytania,
co zrobić z wymagającymi opieki rodzicami. Teraz trochę statystyki:
800 tyś. starszych osób w Polsce wymaga stałej opieki. Od lat 90 dwukrotnie wzrosła liczba państwowych domów opieki.
Prywatnych jest kilka tysięcy, dokładna liczba nie jest znana, gdyż nie wszystkie są rejestrowane.

Domy opieki i winy?
Odpowiedz
#2

Temat trudny, bo często dotyczy naszych bliskich ale napiszę co o tym sądzę i jaką ja mam sytuację.
Nie jestem przeciwna temu aby ktoś na stare lata, skierował mnie do domu opieki dla seniorów, bo zdaję
sobie sprawę, że mogę być ciężarem ale raczej na to się nie zanosi, bo nikt się mną nie musi opiekować
i mam nadzieję, że ta sytuacja się nie zmieni. Z resztą, nie miałby kto się opiekować, bo syn daleko.
Jak bym zaniemogła, to szybciej sama szukałabym miejsca, gdzie by mnie przyjęli.
Rodzice mimo podeszłego wieku, są samodzielni i powolutku jakoś sobie radzą. Jestem z nimi w stałym
kontakcie i w razie czego, pojechałabym do nich ale Oni nie sądzę aby kiedy chcieli zgodzić się na dom starców.
Myślę, że to nie wchodzi w rachubę.
Teraz, wyobrażam sobie taką sytuację, gdy rodzice mieszkali by ze mną a ja byłabym jedynym żywicielem
lub zwyczajnie, miałabym pracę, której nie mogłabym porzucić, bo liczyłby się choćby lata pracy do mojej emerytury.
I co wtedy, gdyby rodzice zaniemogli?
Pewnie ograniczyłabym pracę do minimum, plus wynajęłabym pielęgniarkę czy też opiekunkę i zobaczyłabym
jak to wszystko się potoczy, no ale jeśli musiałabym, to namawiałabym rodziców czy jednego rodzica, do
skorzystania z domu opieki. Tylko te właśnie poczucie winy... chyba umiałabym to sobie wytłumaczyć, bo
zdaję sobie sprawę, że starsza osoba(myślę o sobie), może być ciężarem i dlatego, zgodziłabym się na taki dom
o ile to pomogłoby memu synowi. Coś w sensie mego poświęcenia się dla syna i z takim podejściem, mam nadzieję, są
też moi rodzice ale tak jak pisałam, na szczęście nie mam tego problemu ani z rodzicami ani z sobą i od serca
współczuję tym, którzy muszą taką decyzję podjąć.

Dodam, że z całym przekonaniem, jestem przeciwna domom opieki wtedy, gdy owe dziecko stać na wynajęcie
prywatnej opieki dla rodziców, tak aby rodzice, mogli być do końca swoich dni w domu.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#3

Też nie chcę nikogo   osądzać, bo jakież mam  do  tego  prawo?
Dlatego na końcu  znak zapytania.Mój ojciec nie pójdzie nigdy do takiego domu.
Fajnie napisane- dziękuję.
Odpowiedz
#4

Przez kilka lat pracowałam w Domu Pomocy Społecznej dla psychicznie chorych. Specyficzne środowisko. 100 mieszkańców, większość świadoma, ale w różnym stopniu. Nie był to typowy dom spokojnej starości. Raz w roku organizowany był zjazd rodzin. Szczerze, nie lubiłam tego dnia, bo dla większości podopiecznych były to przykre chwile. Dlaczego? Dlatego, że rodziny o nich zapomniały. Liczył się depozyt po śmierci.
Oczywiście nie zawsze tak jest. Tylko Ci bliscy co odwiedzają, biorą na święta, wakacje, takich jest mniejszość.

wszystko zależy od danego przypadku, sytuacji.
Gdybym musiała umieścić bliską mi osobę w takiej placówce, odwiedzałabym ją jak najczęściej i byłabym w stałym kontakcie.

Poczucie winy, chyba zawsze będzie, mniejsze lub większe i to u obu stron.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#5

"Depozyt po śmierci"- przykre to, do myślenia daje.
Dziękuję za wpis.
Odpowiedz
#6

O ile dobrze pamiętam, 30% renty /emerytury mieszkańca była na jego własne potrzeby. Tylko zaznaczyć muszę, że to mogły być np. pampersy, ubrania, papierosy, słodkości, żywność, kawa, herbata, itd. Niektórzy sami dysponowali swoimi pieniędzmi, innym osoby pierwszego kontaktu (pracownicy) lub socjalne. Tak to wyglądało ogólnie. Jeśli osoba miała duży dochód i nie wydawała wszystkiego, pieniądze były trzymane w depozycie i pobierane. Kiedy umierała, rodzina zgarniała co zostało. Przeważnie nie było tego wiele, ale zdarzały się przypadki że i po kilkadziesiąt tysięcy. 14 lat temu można było mieszkanie za tyle kupić. Przykre w tym wszystkim jest to, że często rodzina "zapomina" o krewnym, ale kiedy ten umiera, nagle dostaje olśnienia, szczególnie kiedy pieniądze zostały.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości